Wpisy archiwalne w miesiącu
Sierpień, 2011
Dystans całkowity: | 215.00 km (w terenie 26.00 km; 12.09%) |
Czas w ruchu: | 12:35 |
Średnia prędkość: | 17.09 km/h |
Maksymalna prędkość: | 61.00 km/h |
Liczba aktywności: | 4 |
Średnio na aktywność: | 53.75 km i 3h 08m |
Więcej statystyk |
Wtorek, 23 sierpnia 2011
Kategoria bez roweru
Ogłoszenie płatne - poszukiwany / poszukiwana
"Poszukuje osoby posiadającej rower Cube Stereo (ew Fritzz) zamieszkałej na śląsku (najchętniej okolice Bielska) która była by na tyle odważna by dać rower w ręce me na krótką jazdę testową w celu przymierzenia się do ramy, którą to zamierzam kupić.
W zamian oferuję jazdę testową na nie produkowanym już (a więc jest to nie powtarzalna okazja) Haro Sonix" :D
Propozycję proszę przesyłać na PM ;)
Z góry (a w zasadzie z gór) dzięki.
W.
W zamian oferuję jazdę testową na nie produkowanym już (a więc jest to nie powtarzalna okazja) Haro Sonix" :D
Propozycję proszę przesyłać na PM ;)
Z góry (a w zasadzie z gór) dzięki.
W.

- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 13 sierpnia 2011
Kategoria Beskidy
Pechowe beskidzkie OTB
Tyle słów ciśnie mi się na ekran ze złości, że trudno to opisać.
W połowie sezonu, przed najważniejszymi celami do zdobycia, bo najważniejsze szczyty zostawiłem sobie na drugą połowę sezonu, robię głupi błąd i zaliczam felerne OTB.
Kto jeździ po Beskidach to wie jak tu jest, rock garden i wszystko jasne.
Kamienie, kamienie i jeszcze raz kamienie. Uwielbiam te góry, ale czasami sobie myślę że były by dużo lepsze gdyby były tu szutrowe szlaki.
Na pewno było by bezpieczniej.
Jechałem sobie spokojnie na Szyndzielnię i Klimczok i chciałem zjechać do Bystrej, nie było mnie tam dawno, teren podmyty, błoto, głazy na drodze, no i do tego stromy naprawdę stromy zjazd, nie wiem co mnie podkusiło.
Przez chwilę pomyślałem pisząc to że może zgubiła mnie pewność siebie, ale po suchej analizie doszedłem do wniosku, składając lot w jedną całość, że zrobiłem najgorszy błąd jaki mogłem zrobić. Szkolny błąd amatora...zawahałem się.
Nic gorszego podczas stromego wolnego zjazdu, kiedy tyłkiem szoruje się po tylnym kole i końcówkami palców balansuje kierownicą aby trzymać linie, nie można już zrobić.
Takie sekcje trzeba płynnie przejechać, powoli ale przejechać, a ja zobaczyłem jeden wielki kamień wyróżniający się wśród reszty i już czułem że jest ciepło.
No i zwolniłem zacisnąłem klamki, zatrzymałem się na kamieniu, chwila przerwy, bezdechu i wykonuje efektowne OTB.
I wszystko było by ok, gdyby nie to że stromizna była tak duża że poleciałem dobre 2 metry w dół mimo praktycznie zerowej prędkości i spadłem prosto na to cholerstwo.
Najpierw uderzyłem głową, kask uderzył o jeden kamień, drugi rozbił mi okulary, o trzeci uderzyłem nosem i łukiem brwiowym i na dokładkę do tego nie zdążam wyprostować lewej ręki i zgięta ręka uderza o ziemie i przygniatam ją całym ciałem.
Wstaje, pierwsza sekundy, ręce na twarz, sprawdzam czy nos nie złamany, czy krwawię, lekki szok i zaczynam powoli wstawać i nie wiem za co się chwycić, za rękę czy za twarz. Ogromny ból powoduje że kładę się z powrotem po kilku sekundach. Już rysuje mi się w wyobraźnie cały film...jestem załamany.
Po 15 minutach wychodzi na to że głowa cała, tylko się porysowałem porządnie, podbite oko, spuchnięty łuk brwiowy i rozcięty nos, szczęśliwie że zatrzymałem się na czołowej części kasku. Niestety ból ręki ogromny, puchnie momentalnie i reszty ciężko mi już pisać. 20km prowadziłem z gór rower na piechotę, trzymając go jedną ręką. Nie wiem co było gorsze, ten dłużący się spacer czy ciągłe myśli co z ręką.
Okład z lodu, maści, daje sobie dzień, ale mam złe przeczucia, nie mogę ruszyć nadgarstkiem, złamania nie ma, ale obawiam się pęknięcia. Zobaczymy co pokaże prześwietlenie. Mam nadzieje że "tylko" miesięczna przerwa a nie koniec sezonu :(
Kilka zdjęć do momentu upadku, patrze na nie i tylko się wściekam na siebie.





.
W połowie sezonu, przed najważniejszymi celami do zdobycia, bo najważniejsze szczyty zostawiłem sobie na drugą połowę sezonu, robię głupi błąd i zaliczam felerne OTB.
Kto jeździ po Beskidach to wie jak tu jest, rock garden i wszystko jasne.
Kamienie, kamienie i jeszcze raz kamienie. Uwielbiam te góry, ale czasami sobie myślę że były by dużo lepsze gdyby były tu szutrowe szlaki.
Na pewno było by bezpieczniej.
Jechałem sobie spokojnie na Szyndzielnię i Klimczok i chciałem zjechać do Bystrej, nie było mnie tam dawno, teren podmyty, błoto, głazy na drodze, no i do tego stromy naprawdę stromy zjazd, nie wiem co mnie podkusiło.
Przez chwilę pomyślałem pisząc to że może zgubiła mnie pewność siebie, ale po suchej analizie doszedłem do wniosku, składając lot w jedną całość, że zrobiłem najgorszy błąd jaki mogłem zrobić. Szkolny błąd amatora...zawahałem się.
Nic gorszego podczas stromego wolnego zjazdu, kiedy tyłkiem szoruje się po tylnym kole i końcówkami palców balansuje kierownicą aby trzymać linie, nie można już zrobić.
Takie sekcje trzeba płynnie przejechać, powoli ale przejechać, a ja zobaczyłem jeden wielki kamień wyróżniający się wśród reszty i już czułem że jest ciepło.
No i zwolniłem zacisnąłem klamki, zatrzymałem się na kamieniu, chwila przerwy, bezdechu i wykonuje efektowne OTB.
I wszystko było by ok, gdyby nie to że stromizna była tak duża że poleciałem dobre 2 metry w dół mimo praktycznie zerowej prędkości i spadłem prosto na to cholerstwo.
Najpierw uderzyłem głową, kask uderzył o jeden kamień, drugi rozbił mi okulary, o trzeci uderzyłem nosem i łukiem brwiowym i na dokładkę do tego nie zdążam wyprostować lewej ręki i zgięta ręka uderza o ziemie i przygniatam ją całym ciałem.
Wstaje, pierwsza sekundy, ręce na twarz, sprawdzam czy nos nie złamany, czy krwawię, lekki szok i zaczynam powoli wstawać i nie wiem za co się chwycić, za rękę czy za twarz. Ogromny ból powoduje że kładę się z powrotem po kilku sekundach. Już rysuje mi się w wyobraźnie cały film...jestem załamany.
Po 15 minutach wychodzi na to że głowa cała, tylko się porysowałem porządnie, podbite oko, spuchnięty łuk brwiowy i rozcięty nos, szczęśliwie że zatrzymałem się na czołowej części kasku. Niestety ból ręki ogromny, puchnie momentalnie i reszty ciężko mi już pisać. 20km prowadziłem z gór rower na piechotę, trzymając go jedną ręką. Nie wiem co było gorsze, ten dłużący się spacer czy ciągłe myśli co z ręką.
Okład z lodu, maści, daje sobie dzień, ale mam złe przeczucia, nie mogę ruszyć nadgarstkiem, złamania nie ma, ale obawiam się pęknięcia. Zobaczymy co pokaże prześwietlenie. Mam nadzieje że "tylko" miesięczna przerwa a nie koniec sezonu :(
Kilka zdjęć do momentu upadku, patrze na nie i tylko się wściekam na siebie.





.
- DST 32.00km
- Teren 20.00km
- Czas 03:30
- VAVG 9.14km/h
- Sprzęt Bestia
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 sierpnia 2011
Kategoria Beskidy, Bielsko i okolice
Jest moc
Uwielbiam uczucie kiedy po ciężko i mozolnie nabijanych km w końcu dostaje zastrzyk energii w nogach i kiedy czuje że kondycja idzie w górę.
Po niemrawym początku sezonu, obawach o kolano, w końcu czuje moc w nogach.
Mam taki swój podjazd który robię często dla testu, krótki, ale daje mi zawsze jakieś pojęcie o formie. Dziś krótko, raptem 20km po górach, ale jechałem z taką swobodą, zero zmęczenia, aż chciało się jechać i jechać.
No ale formę trzeba kontrolować, wprawdzie jest środek sezonu i trochę późno to przychodzi, ale to dobry prognostyk.
W.
Po niemrawym początku sezonu, obawach o kolano, w końcu czuje moc w nogach.
Mam taki swój podjazd który robię często dla testu, krótki, ale daje mi zawsze jakieś pojęcie o formie. Dziś krótko, raptem 20km po górach, ale jechałem z taką swobodą, zero zmęczenia, aż chciało się jechać i jechać.
No ale formę trzeba kontrolować, wprawdzie jest środek sezonu i trochę późno to przychodzi, ale to dobry prognostyk.
W.

- DST 22.00km
- Teren 6.00km
- Czas 01:10
- VAVG 18.86km/h
- Sprzęt Bestia
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 sierpnia 2011
Kategoria Beskidy, nocna jazda
Stroma Równica
Chciałem wykorzystać okienko pogodowe i zrobić zwykły trening.
Planowałem w sumie godzinę, w jedną i tyle samo w drugą.
Wyszło że pojechałem na Równice w Ustroniu, wróćiłem po ponad 4h ledwo żywy.
Wszystko wyszło w czasie jazdy, kiedy widziałem na niebie sporo fajnie wyglądających chmur i do tego coraz niżej efektowniej oświetlające je słońce.
Zawsze wkurzałem się że zachód słońca przesłaniają mi najbliższe góry i rzadko miałem okazję obserwować z gór no i poszło.
Chcąc nie chcąc, pędziłem za znikającym słońcem co sił w nogach aby na zachód zdążyć na szczyt, szczególnie ostatni podjazd na samą Równicą mnie wykończył. Warto było, ale po drodze, a w szczególności z powrotem, tak piekły mnie mięśnie nóg, że na 200m przed domem musiałem zejść z roweru :)
Na szczęście nie mdlałem :D i ogólna forma powoli wraca.
No i zjazd z równicy po zmroku + światło = niespodziewanie dużo adrenaliny jak na asfaltowy zjazd.









.
Planowałem w sumie godzinę, w jedną i tyle samo w drugą.
Wyszło że pojechałem na Równice w Ustroniu, wróćiłem po ponad 4h ledwo żywy.
Wszystko wyszło w czasie jazdy, kiedy widziałem na niebie sporo fajnie wyglądających chmur i do tego coraz niżej efektowniej oświetlające je słońce.
Zawsze wkurzałem się że zachód słońca przesłaniają mi najbliższe góry i rzadko miałem okazję obserwować z gór no i poszło.
Chcąc nie chcąc, pędziłem za znikającym słońcem co sił w nogach aby na zachód zdążyć na szczyt, szczególnie ostatni podjazd na samą Równicą mnie wykończył. Warto było, ale po drodze, a w szczególności z powrotem, tak piekły mnie mięśnie nóg, że na 200m przed domem musiałem zejść z roweru :)
Na szczęście nie mdlałem :D i ogólna forma powoli wraca.
No i zjazd z równicy po zmroku + światło = niespodziewanie dużo adrenaliny jak na asfaltowy zjazd.







Równica - Ustroń© feels3


.
- DST 81.00km
- Czas 04:05
- VAVG 19.84km/h
- VMAX 61.00km/h
- Sprzęt Bestia
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 6 sierpnia 2011
Kategoria Bielsko i okolice
Tour de pologne 2011 - Wisła / Istebna
Chciałem dziś zrobić sobie nie wymagającą rundkę po asfalcie i dać odpocząć nadgarstkom i zrelaksować się pod słońcem :)
Wyszło dość spontanicznie, pojechałem z Bielska do Skoczowa, stamtąd do Ustronia i dalej do Wisły i okazało się że dziś tędy przejeżdżają szosowcy :)
Nie śledzę takich imprez, więc zaskoczenie było tym większe że na żywo ich nigdy jeszcze nie widziałem, a że bez aparatu się nie ruszam to zostałem i czekałem.
Niestety miejsce miałem przeciętne a z rowerem ciężko było się przebijać, ale pamiątka jest i wrażenia również bardzo pozytywne :)
Później dokończyłem przez okolice Istebnej, dalej na Salmopol i Szczyrk i wyszło 80km.
.






.
Wyszło dość spontanicznie, pojechałem z Bielska do Skoczowa, stamtąd do Ustronia i dalej do Wisły i okazało się że dziś tędy przejeżdżają szosowcy :)
Nie śledzę takich imprez, więc zaskoczenie było tym większe że na żywo ich nigdy jeszcze nie widziałem, a że bez aparatu się nie ruszam to zostałem i czekałem.
Niestety miejsce miałem przeciętne a z rowerem ciężko było się przebijać, ale pamiątka jest i wrażenia również bardzo pozytywne :)
Później dokończyłem przez okolice Istebnej, dalej na Salmopol i Szczyrk i wyszło 80km.
.






.
- DST 80.00km
- Czas 03:50
- VAVG 20.87km/h
- VMAX 60.00km/h
- Sprzęt Bestia
- Aktywność Jazda na rowerze